czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział II

~*Sen*~

Szłam ciemnym lasem. Przede mną pojawiło się bardzo jasne światło. Wyciągnęłam rękę w stronę tego. Jest to nieznane mi miejsce. Byłam przerażona.

- Witaj w świecie umarłych Stello Wood. - powiedział nieznany mi głos.

- Kim jesteś i czego chcesz? - nie usłyszałam odpowiedzi. 

- Patrz ile straciłaś przez swoją głupotę. - w tle zaczęły pojawiać się obrazki z mojego życia. Była Ana, Luke i Leon. Ich uśmiechnięte i pełne nadziei twarze. Zaczęłam szlochać i zadawać sobie pytanie co ja najlepszego zrobiłam? 

- Gdzie ja jestem? 

- dowiesz się w swoim świecie kochana

~*Ranek*~

Obudziłam się spocona i przerażona. Zerwałam się z łóżka i natychmiast poszłam coś zjeść. W kuchni zastałam mamę.

- Cześć córeczko. Zaraz będzie gotowe śniadanie. - zajęłam miejsce przy stole. Rodzicielka podała naleśniki z polewą czekoladową. Zaczęłam konsumować. - Spakowana do szkoły?

- Czy ja naprawdę muszę tam chodzić? 

- Już to przerabiałyśmy kochanie - odparła mama, pocierając skronie 

- Ale...

- Tak, i nie zamierzam już na ten temat dyskutować - powiedziała i oparła się o blat popijając kawę - Nie mam odpowiednich kwalifikacji żeby Cie dalej uczyć. Prawda jest taka, że już dawno powinnaś chodzić do szkoły, ale z naszego miasta było dość daleko, a tata nie mógł Cię zawozić bo jego praca była w drugą stronę.

- Możesz zamówić program do nauki w domu. Czytałam o tym w internecie - dodałam szybko widząc, że mama chce coś powiedzieć - wcale nie musiałabyś mnie uczyć bo tam jest wszystko.

- A wiesz ile takie programy kosztują? - zapytała cicho mama. Nic nie odpowiedziałam - Posłuchaj mnie - przerwała krótkotrwałe milczenie - jeśli za kilka miesięcy dalej będziesz nienawidziła szkoły to pomyślimy o tym. - Uśmiechnęłam się i ucałowałam jej policzek. - a teraz szykuj się do szkoły. Zeszłam ze stołka i pobiegłam się przygotować. Po 30 minutach byłam zwarta i gotowa. Dziś rozpiera mnie energia. 

*W szkole*

Rozbiegł się dzwonek. Szybko się spakowałam.

- I jak mija drugi dzień w szkole? - z uśmiechem na twarzy zapytała Ana

- Okej - odparłam.

- Dalej nie chcesz tu chodzić?

 - nie. Nie przekonuje mnie to miejsce. - dziś mamy spędzić przerwę na lunch z Leonem, Lukiem i ich paczką. Na samą myśl ściska mnie w dołku, że spotkam grupkę zupełnie obcych mi ludzi. Spojrzałam na Anę. Była strasznie podjarana.

- Gotowa? - zapytała

- Tak - mój głos nie brzmi wcale przekonująco

- Jesteś pewna? Jak nie chcesz nie musisz

- Nie, jestem pewna - szybko rzuciłam. Dosiadłyśmy się do ich stolika. Chłopcy się z nami przywitali i przedstawili nas wszystkim, następnie wskazując poszczególne osoby mówił ich imiona. I tak nie zapamiętałam połowy. Wyciągnęłam z plecaka colę i sałatkę.

- Sałatka? Dziś podają makaron z serem.

- Stella jest weganką - powiedziała An uprzedzając moją odpowiedź. 

- Wygląda na coś więcej niż wegetarianizm. - dostrzegłam wzrok dziewczyny o długich czarnych włosach. Postanowiłam powiedzieć od razu o co chodzi.

- Zwykle jedzenie mi po prostu nie służy - wyjaśniłam


- Jak można żyć na samej zieleninie? Byłaś z tym u lekarza? 

- Catrine! Dość tych docinków. - stanowczo powiedział Leon. 

- Przepraszam - spuściła głowę i do końca lunchu nic nie powiedziała. Muszę przyznać, że są spoko. Trochę dociekliwi ale w 0porządku. Przerwa trwała dwadzieścia minut. Następna lekcja z minęła dość szybko. Szybkim krokiem udałam się do wyjścia ponieważ mam koniec lekcji. Założyłam słuchawki na uszy i znalazłam się w swoim świecie. Poczułam jak ktoś mnie klepie w ramie. Gwałtownie się odwróciłam i przed sobą ujrzałam Leona.

- I jak się podobało moje towarzystwo?

- Nawet w porządku są lecz lekko dociekliwi - uśmiechnęłam się

- Wiem. Przepraszam za Cat. Zawsze urządza przesłuchanie nowym osobą w towarzystwie. Polubisz ją.

- Może. Sorki ale się spieszę. 

- No dobra. Powtarzamy to jutro?

- Jasne - chciałam już odejść, ale zatrzymał mnie.

- A pożegnać się to co - odchylił ręce w bok i czekał aż go przytulę. Zrobiłam to.

- Nie przyzwyczajaj się - wyszczerzyłam się cwaniacko i znowu włożyłam słuchawki w uszy. Droga wydawała się nigdy nie kończyć, więc starałam się przypomnieć swój sen. Na marne. Wróciłam do domu i rzuciłam plecak w kąt i szybko wbiegłam na górę. Położyłam się na łóżku i przypominałam sobie wieczór z Leonem. Chyba zaczyna mi się podobać.

- Nie! Nie chcę znowu cierpieć - powiedziałam sama do siebie. Podeszłam do okna aby zobaczyć kto przyjechał, ale nikogo nie zauważyłam. Dostrzegłam tylko kobietę w pelerynie.

- Kiedy dasz mi spokój? - mruknęłam sama do siebie. Nagle telefon zaczął wibrować. Podniosłam go ze stolika i odczytałam treść wiadomości "śliczna jesteś maleńka. Twój kochaś też". Znowu poczułam to uczucie co wczoraj. Kim ten ktoś jest? Następne tygodnie mijały bez niepokojących zdarzeń. Często spędzałam ten czas z Leonem. Cieszyłam się na jego widok. Nawet zaprzyjaźniłam się z resztą ekipy. Lekcje też nie były takie złe jak na początku myślałam.