czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział I

Nie ma chyba nic gorszego, niż znajdować się w miejscu, w którym nie chciałam być. Zawsze uczyłam się w domu i to mi wystarczyło w zupełności. Wraz z An sprawdziłyśmy nasz plan lekcji. Po chwili znalazłyśmy się w sali biologicznej i zajęłyśmy miejsce pod oknem na samym końcu. Wszystkie ławki był zajęte prócz tej przed nami. Po chwili do sali wbiegło dwóch chłopaków.
- Leon i Luke znowu spóźnienie. - oburzył się nauczyciel
- Pan wybaczy - zaśmiali się i usiedli do ławki przed nami. Jeden z nich uśmiechnął się w moją stronę więc zmusiłam się i odwzajemniłam uśmiech. Miałam tylko nadzieję, że nie wyglądało to jak grymas. W torbie zaczęłam szukać książki i jak zwykle musiałam narozrabiać. Profesor odwrócił się i spojrzał na mnie a następnie na An.
- A panienki to przepraszam kim są? - zapytał lekko zdenerwowany. Podniosłam swoje cztery litery z krzesła.
- P..przepraszam. Nazywam się Stella Wood i jestem tu nowa. A to jest Ana Cage również nowa uczennica - przyjaciółka wykonała gest dłonią na przywitanie.
- Dobrze. Usiądź. Jestem Pan Willson i oby sytuacja z przed chwili się więcej nie powtórzyła. - kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam. Profesor znów zaczął coś pisać na tablicy. Spojrzałam w prawo i dostrzegłam chłopaka wpatrującego się we mnie. No nic. Po 40 minutach usłyszałam upragniony dzwonek na przerwę. Udałyśmy się przed szkołę i zajęłyśmy miejsca przy stoliku.
- Cześć nowe - równo skierowałyśmy wzrok na dwie postacie stojące prze nami. Byli to spóźnialscy. Spojrzałam na chłopaka po lewej. Dostrzegłam jego prześliczne niebieskie oczy. Jestem Luke a to mój przyjaciel Leon. Można się przysiąść?
- Jasne - odpowiedziała przyjaciółka.
- Skąd jesteście? - zaczął wypytywać Leon.
- Z Kanady. Czy to ważne? - zapytałam lekko wściekła.
- Może tak może nie - zaśmiał się. - dobra zwijamy. Do zobaczenia piękne - puścili oczko i poszli. Wreszcie.
- Jestem czerwona? - szybko zapytała.
- Może troszeczkę - zaczęłam się śmiać i szturchać przyjaciółkę. Widocznie któryś z nich wpadł jej w oko. Ach ta młodzieńcza miłość. Z budynku zabrzmiał dzwonek na następna lekcje. Na tej lekcji jestem w innej grupie niż Ana. Powędrowałam do sali, w której miałam lekcje. Kiedy weszłam do sali wszystkie pary oczu zwróciły się na moją osobę.
- Jak się nie mylę to pani Wood, Stella Wood - usłyszałam chichot klasy.
- Tak - lekko się zaczerwieniłam
- Proszę zająć miejsce - zaczął się rozglądać po sali - o tam - wskazał na ławkę przy oknie na samym końcu. Odetchnęłam z ulgą i zajęłam miejsce. Nauczyciel zaczął opowiadać. Znudzona patrzałam w okno i podziwiałam naturę.
- Znowu za mną - z zamyśleń wyrwał mnie znajomy głos. - mogę usiąść koło Ciebie? - kiwnęłam głową. Chłopak zabrał swoje rzeczy i przysiadł się. Reszta lekcji przebiegła spokojnie. Podeszłam do szafki i schowałam książki. Udałam się w kierunku wyjścia.
- Czekaj - sąsiad z ławki złapał mnie za ramię. Obróciłam się. - dasz się wyciągnąć gdzieś dzisiaj?
- Może - uśmiechnęłam się i zostawiłam zdezorientowanego chłopaka.
- O 19 przed szkołą - zdążył jeszcze dopowiedzieć. Droga do domu zajęła mi 20 minut. Po wejściu do środka zdjęłam buty i szybko udałam się na górę. Weszłam do mojego pokoju i wyjęłam dres z szafy i spięłam włosy. Po tej czynności położyłam się na łóżko rozmyślając o dniu w szkole. Może to nie jest aż takie złe. Da się przyzwyczaić. Mój telefon za wibrował. Podniosłam go i spojrzałam na wyświetlacz. Nieznany numer. Otworzyłam wiadomość. To co przeczytałam zmroziło mi krew w żyłach. "Wiem kim jesteś. Jeśli nie chcesz żeby to się wydało masz wykonać to co karze. A tak przy okazji ładne ciało :* Od teraz Szef". Szybko podeszłam do okna i zasłoniłam zasłony. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 18:30. Kurcze, na śmierć zapomniałam. Szybko podeszłam do szafy i wyszukałam zestaw na dzisiaj. Następnie poszłam do łazienki poprawić makijaż i włosy. Po chwili znalazłam się na dole.
- A Ty moja panno dokąd? - głos taty nie brzmiał za wesoło. Nie mogę opuszczać domu bo jest to dla mnie niebezpieczne.
- Na spotkanie z kolegą. Obiecuję, że nie wrócę późno - zrobiłam psie oczka. Zawszę tak go zmiękczam hah
- No dobrze. Masz być w domu najpóźniej 22 jasne?
- Jak słońce. Kocham was - w drzwiach minęłam się jeszcze z An. Nie wiem jakim cudem, ale już 10 minut później byłam pod szkołą. Leon już tam był. Spacerowaliśmy po parku
- Nie jest Ci zimno - zapytał, patrząc na moją cienką bluzkę.
- Rzadko jest mi zimno.
- Tęsknisz za swoim miastem?
- Czasami - lekko się uśmiechnęłam - Ale tutaj też jest ładnie.
- Tęsknisz pewnie za przyjaciółmi
- Niezbyt. W tym mieście co mieszkałam roiło się od fałszywości. Jedyna prawdziwą przyjaciółką to Ana. Mogę jej wszystko powiedzieć.
- Nieźle. Tu jest małe miasteczko więc łatwo znaleźć przyjaciół. - uśmiechnął się. Po chwili niezręcznej ciszy odezwałam się.
- Fajnie się z Tobą gada. - zarumieniłam się
- Jutro też się spotkamy? - zapytał niepewnie.
- Jasne - odparłam szybko.
- To super! - Leon podniósł się i podał mi rękę. Chwyciłam ją i zeskoczyłam z murka. Z daleka dostrzegłam znowu tą postać. Kobieta w czerwonej pelerynie. - Co jest? - zaczął się rozglądać.
- Nic - szybko odparłam, żeby nie zauważył tej kobiety. - Możemy już stąd iść?
- No okej. - Chłopak odprowadził mnie pod dom. Tam się przytuliliśmy na pożegnanie. Dostałam jeszcze całusa w policzek. - To do zobaczenia jutro - pomachał i zniknął za zakrętem. Weszłam do środka i od razu mama zasypała mnie pytaniami
- I jak było w szkole?
- Do dupy.
- Jak Ty się wyrażasz Stella!
- Nie ma lepszego określenia na to.
- Kochanie potrzebujesz czasu na przyzwyczajenie się. Ana już to zrobiła.
- Wszyscy gapią się na nas jak na dziwadła!
- Bo jesteście nowe. W poniedziałek będzie lepiej. - Przewróciłam oczami i poszłam na górę. Włączyłam muzykę i poszłam się wykąpać. Po tej czynności wyłączyłam ją i położyłam się do łóżka. Może mama ma rację. Zobaczymy co wydarzy się w poniedziałek. Ze zmęczenia po ciężkim dniu odpłynęłam do krainy Morfeusza.


-------------------------------------------------------
 I mamy rozdział pierwszy. Teraz mały szantażyk :)
5 komentarzy = następny rozdział :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz